Nasza miłość. Azja. - Dwa miesiące w Indonezji

Zaktualizowano: 19 lip 2018

Po zakończeniu sezonu ślubnego w Grecji pod koniec października wyruszyliśmy do raju. Na Bali. Było to nasze marzenie już od dawna. Ciekawość ludzi, kultury,kuchni, naszej ukochanej jogi, indonezyjskiej medytacji,muzyki,zapachu, dzikości. Odliczaliśmy dni,a później to już tylko godziny w samolocie. Pierwsze wrażenie nie było najlepsze. Osaczenie tubylców chcących sprzedać wszystko, zawieźć wszędzie. Zanieczyszczenie powietrza tak,że oddychaliśmy ,,na pół gwizdka’’. Odetchnęliśmy już po kilku dniach, kiedy znaleźliśmy się w Ubudzie otoczeni ze wszystkich stron tarasami ryżowymi, buddą i ciszą. Z dala od Denpasar - stolicy Bali. I od Seminyak typowo turystycznej tętniącej życiem miejscowości. Tylko my, roślinność, joga i ceremonie Cacao w ,,Pyramids of Chi Centre’’.

fot. www.magdak.co.uk


Pierwsze dwa tygodnie były tylko dla nas. Nieoceniona szkoła jogi ,,The Yoga Barn’’ dająca nam każdego dnia piorunującą dawkę energii, dwugodzinną różnorodną sesje tańca sensualnego, medytacje z użyciem grającej misy tybetańskiej i poznanie magicznych osób. Jedną z tych osób była Magda, która przyjechała do swojej ukochanej Azji z Anglii na miesięczną regeneracje. Obdarowała nas sesją w Monkey Forest w Ubud. Ten dzień na zawsze pozostanie w naszych serduchach. Ave Magda!


fot. www.magdak.co.uk

fot. www.magdak.co.uk


fot. www.magdak.co.uk

fot. www.magdak.co.uk

fot. www.magdak.co.uk

fot. www.magdak.co.uk

fot. www.magdak.co.uk

fot. www.magdak.co.uk

fot.